Pages Navigation Menu
reklama

„Dzielnicowy bliżej nas” – rozmowa miesiąca z sierż. szt. Dariuszem Dydyłą

„Dzielnicowy bliżej nas” – rozmowa miesiąca z sierż. szt. Dariuszem Dydyłą

Edyta Niemczynowska – Frąckiewicz: Gościem smolec24 jest dziś sierż. szt. Dariusz Dydyła, nasz smolecki dzielnicowy. Jak sama nazwa mówi, dzielnicowy to taki policjant, który opiekuje się przydzieloną mu „dzielnicą”, to policjant „pierwszego kontaktu”, dbający o poprawę bezpieczeństwa mieszkańców w swoim rewirze, funkcjonariusz, do którego każdy może zwrócić się o pomoc, czy któremu może przekazać swoje uwagi dot. bezpieczeństwa w rejonie. Czy tak jest rzeczywiście?

sierż. szt. Dariusz Dyduła: Tak, ale czas poświęcany ludziom jest mocno okrojony. W gminie Kąty Wrocławskie jest mało policjantów i jesteśmy często dysponowani do patroli interwencyjnych i ustaleń, niekoniecznie w sektorze, który podlega dzielnicowemu.

E.N.-F.: Miało się to zmieniać. Nowy program „Dzielnicowy bliżej nas” miał spowodować podniesienie rangi tego stanowiska i wyjście dzielnicowych zza biurek,  zaprzestanie obciążania ich dodatkowymi obowiązkami, aby przez cały swój czas mogli pełnić rolę policjanta, który bezpośrednio kontaktuje się z mieszkańcami.  Czy daje się już odczuć jakąś poprawę w tym zakresie?

D.D.: Ma to tak zadziałać, ale technicznie jeszcze się nie da. Rzeczywiście tak powinno być, że dzielnicowy jest tylko dla ludzi, ale mamy braki kadrowe, to jest największa bolączka. Po zmianie ustawy emerytalnej przed kilkoma laty niewielu jest kandydatów do służby, zanotowano znaczny spadek przyjęć.

E.N.-F.: Wysokość zarobków jest tu problemem czy może charakter pracy?

D.D.: Wcześniejszy wiek emerytalny był ważną kartą przetargową i z tego powodu głównie ludzie przychodzili, bo zarobki są porównywalne jak w cywilu. Ale przecież każdy woli pracować od poniedziałku do piątku po 8 godzin, mieć wolne niedziele i święta…

E.N.-F.: Dane z czerwca 2016 r. wskazują, że w Polsce pracuje ok. 8 tysięcy dzielnicowych. Założeniem Ministerstwa jest, by docelowo dzielnicowi stanowili ok. 10 proc. wszystkich funkcjonariuszy.  Na to jeszcze musimy poczekać?

D.D.: Zdecydowanie tak, bo nie można przesunąć funkcjonariuszy z patroli interwencyjnych nawet jeśli są potrzeby na etatach dzielnicowych.

E.N.-F.: A jak duży jest Pana rejon?

D.D.: O, długo by mówić… Bogdaszowice, Jaszkotle, Kębłowice, Smolec, Krzeptów, Mokronos Dolny, Mokronos Górny, Samotwór, Skałka, Zybiszów. To chyba największy rejon w okolicy. Nieoficjalnie mówi się, że aby dzielnicowy rzeczywiście miał jakikolwiek kontakt z ludźmi, którzy mu podlegają, to powinno być to ok. 4-5 tys. mieszkańców na jednego dzielnicowego. Sam Smolec ma więcej, słyszałem nawet, że może to być już 6-7 tys., a ciągle się rozbudowuje, rozbudowują się też Bogdaszowice, Mokronosy. Szacując, można mówić o 9-10 tysiącach osób, które mi podlegają.

E.N.-F.: Mówi się, że dzielnicowy powinien znać okolicę, w której pełni służbę, musi znać swoich „podopiecznych”, musi wiedzieć, gdzie w okolicy są miejsca niebezpieczne i na jakie zagrożenia mogą być narażeni okoliczni mieszkańcy. Co więcej, mieć rozeznanie, kto może te ewentualne zagrożenia wywoływać.

D.D.: Staram się jak potrafię to ogarnąć, ale przy takim rejonie nie jest to w całości do ogarnięcia. Cały czas trzeba się wspierać jakimiś notatkami. Dzielnicowy, który miałby 4 tysiące mieszkańców w trzech miejscowościach i w tych miejscowościach ciągle przebywał, a przy tym nie byłby dysponowany do patroli interwencyjnych, miałby czas zbierać takie informacje. Dziś nie jest to jeszcze możliwe, dzielnicowi pracują również w patrolach. Jeździmy nawet do Mietkowa, gdyż komisariat w Kątach Wrocławskich obsługuje dwie gminy, też gminę Mietków. Po przekątnej to ok. 50 km!

E.N.-F.: Czyli jest to piękna,  ale jednak tylko teoria?

D.D.: Poprawia się na razie w przepisach, w praktyce trzeba jeszcze poczekać.

E.N.-F.: Jak długo jest Pan dzielnicowym?

D.D.: Dzielnicowym jestem 4 lata, cały ten czas w tym rejonie.

E.N.-F.: Potrafi Pan wskazać najbardziej niebezpieczne miejsca w Smolcu?

D.D.: Smolec jest specyficzną miejscowością w porównaniu z innymi. W Smolcu nie ma takich typowych zagrożeń, żeby w jakieś miejsce nie można było wypuścić dzieci, nie ma w zasadzie miejsc, gdzie grupują się chuligani czy występują inne zagrożenia. Pewien problem stanowi „samotny” teren i napływ nowej, nie znającej się ludności, duża liczba budów, stąd włamania do mieszkań i samochodów. To głównie dotyczy „nowego” Smolca, ale nie ma takich zagrożeń, by istniała obawa o zdrowie czy życie.

E.N.-F.: Dużo jest kradzieży w Smolcu?

D.D.: W pierwszych latach mojej służby w Kątach Wrocławskich było ich bardzo dużo, teraz systematycznie to spada. Często są organizowane pod tym kątem różnego rodzaju akcje.

E.N.-F.: A co ze smoleckim stawem? Mają tam miejsce niebezpieczne zdarzenia?

D.D.: Ten punkt jest często klikany na tzw. mapie zagrożeń. Patrole znajdują ślady pobytu kogoś, ale głównie są to pozostałości po wędkarzach, np. pełne kubły na śmieci, nic nie wskazuje na zagrożenia, choć pewnie wraz z nadejściem lata będzie tam większe natężenie ruchu.

E.N.-F.: Ta interaktywna Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa pozwala przekazywać Policji informacje o niebezpiecznych miejscach i zachowaniach w okolicy, również anonimowo. Czy mieszkańcy z naszego rejonu korzystają często z tej możliwości?

D.D.: Dwa miejsca są często „klikane”. Pierwsze to w sporej części wynik nieudolności organizacyjnej w obszarze drogowym np. parkowania. W nowym Smolcu najczęściej jest to ulica Marmurowa, gdzie jest znacznie mniej miejsc parkingowych niż samochodów. Każdy chce zaparkować jak najbliżej domu, by uniknąć kradzieży, uszkodzeń mienia itp. Właściciel terenu nie zapewnia wystarczającej liczby miejsc parkingowych, jest strefa ruchu i parkowanie tylko w określonych miejscach, a jest tych miejsc np. przyjmijmy w danym punkcie 10, a samochodów 30, więc zastawiają chodniki, drogi wyjazdowe, a nawet drogę przeciwpożarową. Jest to jednak cały czas plac budowy, miejmy nadzieję, że po jej zakończeniu powstanie też jakieś większe miejsce do parkowania. Na razie uwarunkowania w tym zakresie nie są spełnione.

E.N.-F.: To co można zrobić? Wystawiać mandaty?

D.D.: Ponieważ ludzie często dzwonią, klikają mapę zagrożeń, stąd jeździłem tam, rozmawiałem z mieszkańcami, tłumaczyłem konieczność umożliwienia wjazdu straży czy karetce pogotowia. Tyle, że jak jedni zabrali auta to na ich miejsce wjechali kolejni…

E.N.-F.: A drugie takie najczęściej „klikane” miejsce w Smolcu?

D.D.: To staw, ale w zimie to nawet nie ma możliwości często dojechania tam radiowozem, musi być sucho. W miarę możliwości interweniujemy, ale nie udało nam się potwierdzić zagrożenia.  Zgłaszane są głównie: zaśmiecanie, dewastacje i spożywanie alkoholu, ale patrole zastawały tam jedynie wędkarzy, żadnych niebezpiecznych zgrupowań itp. Na chwilę obecną oczywiście, bo mamy świadomość, że wraz z ociepleniem ta sytuacja będzie się zmieniać. Mamy świadomość, że ten teren sprzyja spotkaniom, ogniskom…

E.N.-F.: Co może Pan zrobić, by przy tak obszernym rejonie być rozpoznawalnym w środowisku, wzbudzać zaufanie, by ludzie Pana poznali.

Ciężko to wygląda, robię co mogę…

E.N.-F.: A jak wygląda Pana dzień?

D.D.: Wczoraj np. wszedłem, odprawa z komendantem, kierownikiem, a potem 4 interwencje, tylko jedna w moim rejonie, tak więc nie tylko tu pracuję. A zaufanie ludzi można zdobyć, gdy przebywa się z nimi, rozmawia, a z tym jest ciężko.

E.N.-F.: Sondaże wskazują, że 89% Polaków nie zna numeru telefonu do swojego dzielnicowego. Ja to jest u nas? Śmiem twierdzić, że smolczanie też Pana nie za bardzo znają, ja też nie miałam do tej pory okazji, co prawda bez problemu ustaliłam w Internecie numer telefonu, ale to nie to samo…

D.D.: Są wdrażane spotkania, prelekcje, spotkania w szkole z młodzieżą. U nas też to się dzieje, tylko niekoniecznie realizuje to dzielnicowy, np. spotkania w szkołach realizują policjanci z wydz. ds. nieletnich, to oni organizują tego typu spotkania, np. ostatnio w temacie „błękitny wieloryb”. Taki policjant jest specjalnie do danej akcji przeszkolony. Na różne ogólne spotkania staram się jeździć, np. byłem na ostatnich warsztatach Smolcu z PKP, z udziałem pana burmistrza. Wielokrotnie byłem zapraszany na różne spotkania, sołtysów czy radnych, zebrania wiejskie. Jeśli wpisuje się to w mój grafik to jestem, ale braki kadrowe często to uniemożliwiają.

E.N.-F.: Nasza miejscowość to ani miasto, ani wieś, coś pośredniego. Czy w takich miejscach się trudniej pracuje?

D.D.: Czy ja wiem, czy trudniej? Można się przyzwyczaić. Smolec podchodzi bardziej pod miasto, raczej nie ma problemów międzysąsiedzkich, musi naprawdę coś poważnego się dziać. W małych miejscowościach wiejskich, to każdy o drugim potrafi coś powiedzieć, ludzie się znają. A tu często nic się człowiek nie dowie aż nie podejdzie pod sam adres. Trudno powiedzieć, w której części Smolca jest więcej interwencji, to jest różnie.

E.N.-F.: Komenda Wojewódzka ponoć popiera reaktywację posterunku w Smolcu, zlikwidowanego w latach 70… Ale warunki są jasne, musi znaleźć się odpowiednie miejsce. Budynków gminnych już nie mamy, jest szansa na wykorzystanie budynku dworca kolejowego, będącego własnością PKP, ale to odległy termin. Co do tej pory? Czekanie czy może są jakieś pomysły? Szansa na dyżury dzielnicowego? 15 km do Kątów mało kto pojedzie.

D.D.: Były rozmowy, aby w gminnym punkcie obsługi klienta takie dyżury zorganizować, ale tam nie ma miejsca na dwie osoby, poza tym nie da się o sprawach prywatnych, z jakimi ludzie przychodzą, rozmawiać w obecności osoby trzeciej, poza tym każdy ma swoje dokumenty… Pomieszczenie zdecydowanie nie spełniało warunków. Ale ważniejszy problem to fakt, że wprowadzenie stałych dyżurów dwa czy trzy razy w tygodniu jest trudne do zrealizowania ze względu na braki kadrowe. Grafik pracy zmienia mi się z dnia na dzień, nie da się nic zaplanować. Jeszcze jako dzielnicowy realizuję tzw. „pomoc prawną” dla innych jednostek, to są przesłuchania w sprawach karnych, wykroczeniach, to wszystko my realizujemy.

E.N.-F.: Ilu jest policjantów w Kątach Wrocławskich?

D.D.: Obecnie nieco ponad 30, licząc kierownictwo i dyżurnych, 4 dzielnicowych, w samym patrolu jest niewielu policjantów. Na pewno coś by się zmieniło, gdyby ludzie się meldowali, zwiększałoby to liczbę miejsc pracy w samej dzielnicy.

E.N.-F.: Z tym zmagamy się od dłuższego czasu, zachęcamy mieszkańców i chyba jest coraz lepiej, ale ma Pan zapewne świadomość, że osoby tu zameldowane płacą wyższe stawki we wrocławskich domach kultury, do tego kwestie żłobków, przedszkoli…

D.D.: No właśnie, taka jest specyfika tej miejscowości. Ci, co mają małe dzieci, w znacznej części są zameldowani poza naszą gminą, a ci, co prowadzą firmy, meldują się w Kątach Wrocławskich. Czysta ekonomia… Dla nas jest to problem, bo liczba ludności znacząco wzrasta, a z tym pracy, ale statystycznie nic się nie zmienia, a etaty są przydzielane  w zależności od liczby mieszkańców na danym terenie.

E.N.-F.: A co ze smoleckim smogiem? Bo to, że jest, to sprawa oczywista. Czy były przeprowadzane kontrole posesji, z których unosi się czarny śmierdzący dym? Czy jest jakaś współpraca z Wydziałem Ochrony Środowiska Urzędu Miasta i Gminy?

D.D.: Dostawałem maile na swoją skrzynkę i pisma, dużo było zgłoszeń głównie dot. palenia śmieci. Mamy niestety małe możliwości działania, to wymaga specjalistycznego sprzętu i szybkiej reakcji, co nie zawsze jest możliwe. Odsyłamy do Wydziału Ochrony Środowiska. Ja akurat osobiście z tym Wydziałem współpracowałem, gdyż mieliśmy zgłoszenia odnośnie tych samych adresów, w związku z czym jeździliśmy razem na kontrole, ale urząd gminy również nie dysponuje wystarczającym zapleczem w tym temacie.

E.N.-F.: To na koniec proszę uchylić rąbka tajemnicy: kim jest nasz dzielnicowy, jak długo jest funkcjonariuszem,  czym się wcześniej zajmował, co lubi robić, gdy nie jest na służbie?

D.D.: W służbie jestem ósmy rok. Pochodzę z powiatu średzkiego, trzy lata pracowałem w prewencji we Wrocławiu, a potem już jako dzielnicowy. Prywatnie hoduję gołębie pocztowe (należę do związku) i pszczoły.

E.N.-F.: A jak możemy się z Panem kontaktować?

D.D.: Na numery telefonów : 71 391 17 20, kom. 600 235 890 lub mailowo:

dzielnicowy.katy-wroclawskie3@wroclaw.wr.policja.gov.pl

E.N.-F.: Bardzo dziękuję Panu za rozmowę, mając nadzieję, że przybliży ona naszym mieszkańcom osobę ich dzielnicowego.

D.D.: Również dziękuję i życzę wszystkim mieszkańcom zdrowych i bezpiecznych Świąt Wielkanocnych.

3 komentarze

  1. Kolejny świetny wywiad Edyty! :-)

     
  2. Bardzo mnie ciekawi z kim Pan dzielnicowy rozmawial odnosnie parkowania na Marmurowej.. bo mieszkam tu i jakos nawet nigdy nie mialam okazji go tu zobaczyc.. a tym bardziej rozmawiac.

     
  3. Miałam poważne wątpliwości, czy odzywać się pod tym wywiadem. Jednak męczy mnie.
    Skoro dzielnicowy nie ma czasu być dzielnicowym, to może należałoby nie udawać, że mamy dzielnicowych, tylko zaszeregować pracowników wg faktycznie wykonywanych zadań? Albo ustalić, że 1/8 etatu to bycie dzielnicowym, a pozostały czas to policjant operacyjny czy jak on się tam nazywa.
    Rozumiem braki kadrowe, rozumiem braki sprzętowe (choć obiecywano, że będzie tak pięknie). Nie brnijmy jednak w fikcję!
    Druga sprawa, to czy zrobienie komisariatu w Smolcu coś da, skoro obecnie ‚nic się nie da’, bo na nic nie ma pieniędzy i ludzi? Dojdą kolejne koszty (utrzymanie).
    No i główne pytanie, co ‚jednak się da’?
    Trochę udało się zmobilizować Pocztę Polską do poprawienia pracy listonoszy – nie wiem czy już każdy kawałek Smolca ma swojego listonosza, ale przynajmniej w soboty PP starała się dostarczyć zaległe przesyłki rękami spoza rejonu.
    Może w Policji też przydałoby się inne podejście niż ‚nie da się’? Przykro mi, ale taki jest wydźwięk tego wywiadu.

     

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *