Pages Navigation Menu
reklama

Smolczanie na Kresach -relacja prawie na żywo

Smolczanie na Kresach -relacja prawie na żywo

Dzień V niedziela 15.07.2018

Głównym punktem ostatniego dnia naszej pielgrzymki po Kresach była Msza Święta odprawiana w lwowskiej bazylice archikatedralnej pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (zwaną powszechnie katedrą łacińską). Głównym celebransem był nasz proboszcz, ksiądz Waldemar Kontek. Chór “Smolec Cantans” ubogacał nabożeństwo swoim śpiewem. Psalmy śpiewała pani Barbara Kozak.

Obiecaliśmy wcześniej, że napiszemy więcej o Lwowie, co też niniejszym czynimy. Miasto zostało założone ok. 1250 r. przez króla Rusi Halickiej Daniela I, a swą nazwę zawdzięcza jego synowi, księciu Lwu. W okresie zaborów było centrum polskości oraz stolicą Galicji. Dziś jest jednym z najważniejszych i najludniejszych miast Ukrainy.

Gotycka katedra łacińska powstawała w wiekach XIV i XV – pamięta więc czasy króla Kazimierza III Wielkiego. Konsekrowano ją w 1405 r., a katedrą stała się 7 lat później, gdy Lwów został siedzibą biskupa. W XVIII w. została gruntownie przebudowana i właśnie wtedy otrzymała barokowo-rokokowe wnętrze. Prezbiterium zostało odrestaurowane w stylu gotyckim w końcu XIX w. Z tego samego okresu pochodzą witraże i organy wykonane przez Jana Śliwińskiego. W 1910 r. papież Pius X nadał tej świątyni tytuł bazyliki mniejszej.

W ołtarzu podziwialiśmy słynący łaskami obraz Matki Bożej Łaskawej Ślicznej Gwiazdy Lwowa. Namalował go w 1598 r. Józef Wolfowicz dla ławnika lwowskiego Wojciecha Domagalicza jako epitafium po śmierci jego córki Katarzyny Domagaliczówny. To właśnie przed tym wizerunkiem król Polski Jan II Kazimierz Waza 1 kwietnia 1656 r. oddał państwo pod opiekę Matki Chrystusa i nazwał Ją Królową Korony Polskiej i obiecał polepszyć sytuację chłopów i mieszczan. Inicjatorką tego ślubu była jego żona, królowa Ludwika Maria Gonzaga de Nevers. 

W tej katedrze w 1677 r. ochrzczono Stanisława Leszczyńskiego, przyszłego króla Polski.

Zakochaliśmy się w tamtejszym Starym Mieście, które w 1356 r. zostało lokowane przez króla Polski Kazimierza III Wielkiego na magdeburskim prawie miejskim. W 1998 r. zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa
UNESCO.

Zwiedzaliśmy również eklektyczny Lwowski Narodowy Akademicki Teatr Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej (w okresie dwudziestolecia międzywojennego nazywany Teatrem Wielkim), który powstał w latach 1897-
1900.

Jedną z najciekawszych lwowskich świątyń jest wybudowana w latach 1356-1363 Katedra
Ormiańska pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, którą również mieliśmy okazję podziwiać. Potem była wielokrotnie przebudowywana i rozbudowywana. W latach 1945-2000, po wygnaniu Ormian do Polski, pełniła funkcję magazynu Lwowskiej Galerii Obrazów. W latach 2000-2003 stopniowo przekazywano ją
Apostolskiemu Kościołowi Ormiańskiemu.

Kościół Bożego Ciała i klasztor oo. dominikanów (dziś greckokatolicka cerkiew Najświętszej Eucharystii) to jeden z najpiękniejszych barokowych zabytków Lwowa. Wznoszono go w latach 1744-1769. Po II wojnie światowej mieściło się w nim Muzeum Religii i Ateizmu (dziś jest tam Muzeum Historii Religii). Świątynia została przekazano grekokatolikom w latach 90. XX w.

Zachwycaliśmy się urodą neobarokowej greckokatolickiej Cerkwi Przemienienia Pańskiego wybudowanej w 1906 r. w
miejscu spalonego w 1848 r. przez Austriaków rzymskokatolickiego kościoła pw. Trójcy Przenajświętszej oo. trynitarzy. W I połowie XX w. świątynia była centrum ukraińskiej myśli narodowej.

Kolejnym budzącą zachwyt lwowską świątynią jest dawny kościół św. Andrzeja i klasztor Bernardynów (od 1991 r. greckokatolicka cerkiew św. Andrzeja Apostoła). Obiekt, łączący w sobie najlepsze cechy włoskiego i flamandzkiego manieryzmu, wybudowano w latach 1600-1630. Po II wojnie światowej w klasztorze mieściła się szkoła muzyczna oraz Centralne Państwowe Archiwum Historyczne Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Ludowej.

Dawny jezuicki kościół p.w. śś. Piotra i Pawła wznoszono w latach 1610-1635 na wzór rzymskiego kościoła Il Gesù. W latach 1945-2011 znajdował się tam magazyn książek i czasopism. Od 2011 r. jest to greckokatolicka cerkiew garnizonowa Ukraińskich Sił Zbrojnych.

Podczas spaceru widzieliśmy także neoklasycystyczną Kolumnę Adama Mickiewicza, którą uroczyście odsłonięto 30 października 1904 r. Autorem projektu był znany rzeźbiarz Antoni Popiel.

Przechodziliśmy przez dawne Wały Hetmańskie (dziś Prospekt Wolności), jedną z głównych promenad miasta. Swą nazwę zawdzięczała XVII-wiecznemu pomnikowi hetmana wielkiego koronnego Stanisława Jana Jabłonowskiego, który w 1695 r. obronił Lwów przed Tatarami. Sowieci zniszczyli ten monument po II wojnie światowej. Do 1939 r. Wały Hetmańskie wraz z ulicą Akademicką wchodziły w skład tzw. lwowskiego Corso, czyli miejsca spacerów najważniejszych obywateli miasta.

Renesansową Cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej budowano w latach 1591-1629. Jej fundatorem był hospodar mołdawski Aleksander IV Lăpușneanu. Zespół składa się z Wieży Korniakta (dzwonnicy ufundowanej przez pochodzącego z Krety kupca Konstantego Korniakta, a wybudowanej w latach 1573-1580), Kaplicy Trzech Świętych Hierarchów (Jana Chryzostoma, Bazylego Wielkiego i Grzegorza z Nazjanzu, wzniesionej w latach 1573-1580) i samej cerkwi.

Kolejnym zwiedzanym przez nas obiektem była XVII-wieczna grobowa kaplica Boimów ufundowana przez Jerzego Boima, bogatego kupca z Siedmiogrodu. Jego wnuk, Michał Piotr, był jezuitą, misjonarzem w Chinach oraz posłem cesarza Yongli, którego nawrócił na chrześcijaństwo.

Miłośnicy matematyki udali się do Hotelu Atlas Deluxe przy prospekcie Tarasa Szewczenki (dawniej ulicy Akademickiej), gdzie przed II wojną światową mieściła się Kawiarnia Szkocka, w której spotykali się wybitni matematycy tworzący lwowską szkołę matematyczną. Przy tej samej ulicy mieścił się sławny pokój śniadaniowy “Cioci Teliczkowej”, czyli pani Zofii Teliczkowej. Lokal słynął z pysznych parówek z chrzanem, flaków, sztangli (bułek z solą i kminkiem) i innych smakołyków. Stołowały się tam takie ówczesne sławy, jak m.in: Adolf Dymsza, Jadwiga Smosarska i Eugeniusz Bodo.

Trzeba koniecznie wspomnieć, że naszą przewodniczką po Lwowie była pani Alina Wozijan, dziennikarka “Kuriera Galicyjskiego”, której serdecznie dziękujemy!

Pyszny obiad zjedliśmy w polskiej restauracji “Premiera Lwowska” przy ulicy Ruskiej. W drogę powrotną do domu wyruszyliśmy około godziny 17.00. Do Smolca dotarliśmy po 12 godzinach. W przyszłym roku chcielibyśmy udać się na podobną wyprawę na Wileńszczyznę.

…i tak minął poranek i wieczór dzień piąty… i wszystko, czego doświadczyliśmy znów było dobre…:)

Dzień IV sobota 14.07.2018

Jarosław Demandżara opiekuje się grobami

Dziś wyruszyliśmy do oddalonego 70 km od Lwowa Pawłowa. Smutnym widokiem był całkowicie zdewastowany kościół rzymskokatolicki, przed którym zapaliliśmy znicze i odmówiliśmy modlitwę w intencji zmarłych i ich potomków. Miejscowy cmentarz został uporządkowany przez młodzież z Wiszni Małej i Krynicznej w ramach akcji “Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”. Nasi pielgrzymi pomodlili się przy grobach Kornela i Henryki Ujejskich oraz odśpiewali pieśń “Z dymem pożarów” autorstwa tego ostatniego. Następni zapalili znicze przy polskich nagrobkach. Odnaleźliśmy groby osób należących do takich między innymi rodzin: Korkosz, Terlikowscy, Kuprowscy i Jaworscy. Niestety, nie znaleźliśmy nagrobka upamiętniającego ofiary zbiorowego mordu dokonanego przez OUN-UPA z 1 na 2 kwietnia 1944 r. Niezwykle miłym akcentem było spotkanie z panem Jarosławem Demandżarą, pawłowianinem, który dba o polskie i ukraińskie nagrobki na tej nekropolii. W wiosce widzieliśmy również niszczejące pozostałości po dworze Ujejskich oraz pomnik ufundowany przez państwa Ujejskich w 1851 r. z okazji zniesienia pańszczyzny, na którym obecnie widnieją słowa … Tarasa Szewczenki. Nie ma na nim ani słowa o fundatorach.

Pierwsza pisemna wzmianka o Pawłowie pochodzi z ok. 1400 r. Na przełomie XVIII i XIX w. wieś była własnością Augustyna Komorowskiego (1771-1825) herbu Korczak, członka Stanów Galicyjskich. Jego dziedzicem był syn Henryk Wiktor. Henryka Franciszka Wiktoria (1828-1879), wnuczka Augustyna i córka Henryka, poślubiła w 1849 r. Kornela Ujejskiego herbu Drużyna (1823-1897), „ostatniego wielkiego poetę romantyzmu”. Po śmierci Henryki Pawłów został podzielony pomiędzy jej synów Kordiana (1850-1898) i Romana (1856-1935). Ostatnią właścicielką Pawłowa była córka Romana, Henryka Bartmańska (1883-1974). Do 1934 r. wieś była samodzielną gminą w powiecie radziechowskim w dawnym województwie tarnopolskim. Potem przyłączono ją do zbiorowej wiejskiej gminy Chołojów. Po zakończeniu II wojny światowej znalazła się na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a od 1991 r. – niepodległej Ukrainy. Przed II wojną światową Polacy stanowili niemalże połowę mieszkańców osady. Zmieniło się to po tym, gdy w nocy z 1 na 2 kwietnia 1944 r. napadła na nich bojówka OUN-UPA i wymordowała 40 osób. Komunikat był zrozumiały: trzeba uciekać. To z tej wsi pochodzą pierwsi polscy mieszkańcy Smolca, którzy przybyli stamtąd do naszej miejscowości już w lutym 1945 r. Tam urodził się Marcin Czarny, pierwszy polski sołtys Smolca, który pracował w naszej wsi przed II wojną światową.

We wsi Pawłów znajduje się też drewniana cerkiew św. Piotra i Pawła z 1878 r. oraz neobarokowy kościół katolicki z 1914 r. Po II wojnie światowej urządzono w tym drugim magazyn. Dziś jest on cerkwią greckokatolicką. Źródła mówią także, że w 1866 r. Kornel Ujejski odbudował spalony katolicki kościół, o czym świadczy napis znajdujący się na świątyni.

W 1851 r. Henryka i Kornel Ujejscy ufundowali niedaleko cmentarza pomnik zniesienia pańszczyzny w formie piramidy. Roman Ujejski wybudował dla swojej rodziny nowy dwór w formie willi szwajcarskiej, a dla ojca osobny dworek modrzewiowy, w którym ten przebywał do końca swojego życia. Dwór Ujejskich spłonął podczas I wojny światowej. Nie dotrwała do naszych czasów kaplica dworska. Na terenie dawnego majątku znajduje się cukrownia. Blisko cmentarza stoi pochodzący z przełomu XVIII/XIX w. parterowy budynek, który pierwotnie najprawdopodobniej był siedzibą rodziny Komorowskich. Przed 1939 r. funkcjonował w nim dom ludowy, a po 1945 r. – masarnia.

Miejscowy cmentarz otoczony jest murem ufundowanym przez Kornela Ujejskiego. Poeta zaprojektował także arkadową bramę, na której niegdyś widniał napis „Spoczną i wstaną”. Ufundowane przez synów nagrobki państwa Henryki i Kornela Ujejskich można odwiedzać tam do dziś, co oczywiście uczyniliśmy. Nasz chór Smolec Cantans odśpiewał przy grobie Kornela Ujejskiego ….. pieśni, do których słowa napisał ten właśnie poeta. Między innymi “Z dymem pożarów”, najbardziej popularne dzieło tego autora, spopularyzowane w czasie Wiosny Ludów, zwłaszcza w zaborze austriackim, które stała się hymnem Polski w niewoli.

Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej,
Do Ciebie, Panie, bije ten głos,
Skarga to straszna, jęk to ostatni,
Od takich modłów bieleje włos.
My już bez skargi nie znamy śpiewu,
Wieniec cierniowy wrósł w naszą skroń,
Wiecznie, jak pomnik Twojego gniewu,
Sterczy ku Tobie błagalna dłoń.

Ileż to razy Tyś nas nie smagał
A my, nie zmyci ze świeżych ran,
Znowu wołamy: “On się przebłagał,
Bo On nasz Ojciec, bo On nasz Pan!”
I znów powstajem w ufności szczersi,
A za Twą wolą zgniata nas wróg,
I śmiech nam rzuca, jak głaz na piersi:
“A gdzież ten Ojciec, a gdzież ten Bóg?”

I patrzym w niebo, czy z jego szczytu
Sto słońc nie spadnie wrogom na znak –
Cicho i cicho, pośród błękitu
Jak dawniej buja swobodny ptak.
Owóż w zwątpienia strasznej rozterce,
Nim naszą wiarę ocucim znów,
Bluźnią Ci usta, choć płacze serce;
Sądź nas po sercu, nie według słów!

O! Panie, Panie! Ze zgrozą świata
Okropne dzieje przyniósł nam czas,
Syn zabił matkę, brat zabił brata,
Mnóstwo Kainów jest pośród nas.
Ależ, o Panie! Oni niewinni,
Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,
Inni szatani byli tam czynni;
O! rękę karaj, nie ślepy miecz!

Patrz! My w nieszczęściu zawsze jednacy,
Na Twoje łono, do Twoich gwiazd,
Modlitwą płyniem jak senni ptacy,
Co lecą spocząć wśród własnych gwiazd.
Osłoń nas, osłoń ojcowską dłonią,
Daj nam widzenie przyszłych Twych łask,
Niech kwiat męczeństwa uśpi nas wonią,
Niech nas męczeństwa otoczy blask.

I z archaniołem Twoim na czele
Pójdziemy potem na wielki bój,
I na drgającym szatana ciele
Zatkniemy sztandar zwycięski Twój!
Dla błędnych braci otworzym serca,
Winę ich zmyje wolności chrzest;
Wtenczas usłyszy podły bluźnierca
Naszą odpowiedź:
“BÓG BYŁ I JEST!”

Postać Kornela Ujejskiego zasługuje bez wątpienia na dłuższą notkę, wrócimy więc do tematu po powrocie z wyprawy, wierząc, że uda nam się przybliżyć jego osobę również młodszym mieszkańcom naszej miejscowości, a samemu poecie oddać należne miejsce w historii smolczan.

Następnie udaliśmy się do Kamionki Strumiłowej (Buskiej) i sanktuarium Jezusa Milatyńskiego, gdzie nasz ksiądz proboszcz odprawił Mszę Świętą, spotkaliśmy pięć wspaniałych pań: Halinę Warwarską (z domu Kopczyńską), Marię Sukhomel, Teresę Barysznikową (z domu Kurowską), Helenę Turczyn i Ludmiłę Osinską. Pani Halina jest emerytowaną laborantką i żoną pediatry. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy powiedziała, iż przez 20 lat pracowała w … Pawłowie. Obiecała pomóc nam w uzyskaniu informacji o przodkach smolczan pochodzących z Pawłowa. Cztery pierwsze panie są Polkami. Niezwykle skromna pani Ludmiła jest Ukrainką polskiego pochodzenia, która od 25 lat pomaga przy kościele i opiekuje się polskimi grobami. Z wszystkimi paniami 

wymieniliśmy kontakty. O Sanktuarium Jezusa Milatyńskiego opowiedziała nam serafitka, siostra Antonia.
Kamionka Buska przed II wojną światową nosiła nazwę Kamionka Strumiłowa, a pierwotnie – Dymoszyn. Miasteczko po raz pierwszy zostało wspomniane w 1405 r. Franciszkanie pojawili się tam w I połowie XV w. i to najprawdopodobniej oni doprowadzili do powstania pierwszej parafii w 1431 r. Miasto zostało zniszczone w 80% podczas I wojny światowej, wojny polsko-ukraińskiej i polsko-bolszewickiej. Niemcy w kroczyli do niego latem 1941 r. i niemalże natychmiast urządzili pogrom, w którym zginęło 200 Żydów. Następnie w Kamionce utworzono getto. Tysiące kamionkowskich Żydów zginęło w obozie zagłady w Bełżcu.

Klasycystyczny kamionkowski ratusz pochodzi z XIX w. Cennym obiektem przyrodniczym jest park miejski o powierzchni 1,74 ha. Najokazalszą jednak budowlą Kamionki jest neogotycki kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny zbudowany w latach 1910-1914. Po 1947 r. znajdowały się w nim magazyn i sklep meblowy. Katolicy odzyskali ten obiekt w 1989 r. Świątynia jest sanktuarium Chrystusa Konającego z Milatyna.

Obraz Pana Jezusa Milatyńskiego namalował anonimowy włoski malarz w końcu XVII w. W 1747r. znalazł się w kościele w Milatynie Nowym. Do słynącego z łask wizerunku przybywało wielu pielgrzymów. Po zakończeniu II wojny światowej obraz ukryto, a potem przewieziono do Lwowa i ostatecznie do Krakowa. Dziś oryginał odbiera cześć w kościele ks. misjonarzy w Krakowie. Po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości i odrodzeniu archidiecezji lwowskiej podjęto starania, aby obraz wrócił do Milatyna. Niestety, tamtejszy kościół został przejęty przez prawosławnych – dziś znajduje się w nim pierwsza z dwóch kopii obrazu Pana Jezusa Milatyńskiego. W 1993 r. w kaplicy cmentarnej w Streptowie koło Milatyna wystawiono kolejną kopię. Potem zdecydowano o tym, że zostanie ona przeniesiona do kościoła w Kamionce Buskiej.

Z początku XX w. pochodzi kościół św. Ducha. Od zakończenia II wojny światowej jest tam masarnia. Cennym zabytkiem jest drewniana cerkiew św. Mikołaja zbudowana w 1667 r. Zamknięto ją w 1961 r. i zwrócono wiernym po 26 latach. We wnętrzu znajdują się XVIII-wieczne malowidła ścienne i ikonostas. W centrum miasta z kolei stoi murowana neobizantyńska cerkiew Narodzenia Bogurodzicy wybudowana w latach 1878-1881. Znajduje się w niej słynąca łaskami XVI-wieczna ikona Matki Boskiej Kamioneckiej. W zachodniej części miasta znajduje się pałac wybudowany ok. 1860 r. przez hrabiego Karola Miera. Obiekt do niedawna był zajmowany przez wojsko, dziś jest opuszczony.

Następnie wróciliśmy do Lwowa, gdzie udaliśmy się na Cmentarz Łyczakowski i Cmentarz Orląt Lwowskich, tu zapaliliśmy znicze przy grobach wielu wybitnych Polaków: sławnego matematyka Stefana Banacha, malarza Artura Grottgera, pisarki Marii Konopnickiej i jej przyjaciółki, polskiej sufrażystki Marii Dulębianki. Na Cmentarzu Orląt Lwowskich, oprócz postawienia zniczy, modliliśmy się w intencji poległych oraz odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego.

Przypomnijmy dzieje obu nekropolii:

Założony w 1786 r. Cmentarz Łyczakowski jest jedną z najstarszych nekropolii Europy. Nazywany jest „Sepulcrum Patriae”, ponieważ jest miejscem spoczynku wielu zasłużonych dla Polski i Ukrainy artystów, naukowców i polityków. Leżą tam m.in.: pisarka Gabriela Zapolska, ukraiński dysydent i działacz na rzecz praw człowieka Mychajło Mykołajowicz Horyń i pionier polskiego naftownictwa Franciszek Longchamps de Bérier.

Autonomiczną częścią nekropolii jest utworzony w 1919 r. Cmentarz Obrońców Lwowa, znany powszechnie jako Cmentarz Orląt Lwowskich. Znajdują się tam mogiły obrońców Lwowa i Małopolski Wschodniej poległych podczas walk toczonych w latach 1918-1920. Spoczywają tam m.in.: 13-letni Antoś Petrykiewicz (najmłodszy kawaler Orderu Virtuti Militari). Cmentarz został zniszczony przez Sowietów po II wojnie światowej. W 2005 r. dokonano uroczystego otwarcia nekropolii z udziałem prezydentów: Polski – Aleksandra Kwaśniewskiego i Ukrainy – Wiktora Juszczenki przy udziale metropolity lwowskiego kard. Mariana Jaworskiego oraz arcybiskupa większego kijowsko-halickiego kard. Lubomyra Huzara.

 

A tutaj Cmentarz Orląt Lwowskich

Nadajemy dla Państwa z bankietu wiec czas kończyć… Jutro pożegnamy Lwów. Na relację ze stolicy Ukrainy z przyczyn technicznych zapraszamy w poniedziałek wieczorem. Dziękujemy za miłe komentarze i Państwa duchową obecność. Jeszcze sporo materiału “dziennikarskiego” przywozimy stąd to nie koniec. Bądźcie z nami również po powrocie Waszych krewnych:)

Edyta Niemczynowska -Frąckiewicz i Sebastian Kotlarz

 

 

 

 

 

…i tak minął poranek i wieczór dzień czwarty… i wszystko, czego doświadczyliśmy znów było dobre…:)

*********************

Dzień III piątek 13.07.2018

J23 znowu nadaje ;)

Dziś docieramy do Starego Sambora, który “zwiedzamy” tylko przez okno autobusu. O Starym Samborze czytamy po raz pierwszy w dokumentach w 1071 r. (jako o Sambirze). Po ataku Tatarów w 1241 r. mieszkańcy uciekli do wsi Pogonicz, którą nazwano Nowym Samborem. W 1390 r. stara osada zaczęła być nazywana Starym Miastem lub Starym Samborem, a Nowym Sambor stał się po prostu Samborem. Stary Sambor prawa miejskie uzyskał w 1553 r. Rok później osiedlają się tam pierwsi Żydzi, którzy w latach 20. XX w. będą stanowić ok. 30% mieszkańców miasta. Z XVI w. pochodzą pierwsze informacje o kościele rzymskokatolickim. Starosamborski ratusz z kolei powstał w 1668 r. i jest jednym z najstarszych na tym terenie. Po I rozbiorze Polski w 1772 r. miasto znalazło się w granicach Austrii. W 1918 r. wróciło do Polski. Po agresji niemiecko- radzieckiej na Polskę w 1939 r. znalazł się na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Ludowej, a następnie Generalnego Gubernatorstwa. Pochodząca z końca XIX w. starosamborska synagoga ocalała z II wojny światowej jako jedna z nielicznych na Ukrainie. Potem nie pełniła już funkcji sakralnych, ponieważ wszyscy starosamborscy Żydzi zostali zamordowani przez Niemców w obozie zagłady w Bełżcu w sierpniu 1942 r. Przez pewien czas służyła za magazyn. Dziś niszczeje. Istnieje również kirkut żydowski z początku XIX w., na którym znajduje się około 300 macew. Rzymskokatolicki kościół, którego patronem jest św. Mikołaj, jest kościołem filialnym parafii w Strzałkowicach. Wybudowano go w 1890 r. a konsekrowano – w 1908 r. W czasach reżimu komunistycznego świątynia była zamknięta. Pierwsze wzmianki o kościele w Starym Samborze pochodzą z 1501 r. Następną świątynię ufundowała królowa Polski Bona Sforza d’Aragona, a w XVIII w. wyremontował król August III Sas. Następnie budowla podupadła na tyle, że w 1881 r. musiała zostać zamknięta.

 

Studnia z leczniczą wodą

Kolejnym  etapem podróży są Strzałkowice, rodzinna miejscowości naszego Pana Marka, organisty. W 1400 r. erygowano parafię rzymskokatolicką w Strzałkowicach. Tamtejszy kościół (obecnie pod wezwaniem Wszystkich Świętych) pochodzi z 1664 r. Świątynię rozbudowano w 1830 r. Pierwszy kościół pod wezwaniem świętej Barbary wzniesiono we wsi w XVI w. W świątyni  znajdowała się słynna płaskorzeźba świętej Barbary, którą w 1648 roku ofiarowali samborscy mieszczanie za uratowanie miasta od napadów kozacko-tatarskich (obecnie kopia tej płaskorzeźby znajduje się w ołtarzu głównym kościoła parafialnego w Strzałkowicach). Kościół świętej Barbary na położonej nieopodal Barbarce otworzyli nam Państwo Maria i Józef. Midziakowie z Dąbrówki. Obok kościoła nadal jest studnia, w której woda posiada właściwości lecznicze. Świątynię zniszczyli Austriacy w 1784 r. W I połowie XIX w. podporządkowano ją parafii w Strzałkowicach i gruntownie przebudowano. W 1944 r. Sowieci zniszczyli kościół. 50 lat później rozpoczęto jego odbudowę zakończoną konsekracją w 2000 r. Od 2016 r. świątynia podlega parafii Sąsiadowice.

 

Później zawitaliśmy do Sambora. O genezie Sambora pisaliśmy już wcześniej. Od XV w. do roku 1772 odbywały się tam szlacheckie sądy grodzkie. W latach 30. XVI w. miasto stało się własnością królowej Bony Sforza d’Aragona. W 1604 r. w tamtejszym zamku należącym do potężnego rodu Mniszchów przebywał car Dymitr I Samozwaniec, którego żoną była Maryna Mniszchówna (pierwsza w historii Rosji kobieta koronowana na carycę i zarazem pierwsza Polka na rosyjskim tronie). Stąd w tym samym roku ruszył na Moskwę. Od 1772 r. miasto dzieliło polityczny los tych ziem. Obecny ratusz pochodzi z 1668 r. (Pierwszy drewniany spłonął w 1498 r.). Do dziś zachował się na nim renesansowy portal. Budynek został przebudowany w połowie XIX w. w stylu klasycystycznym. Wspomniany wcześniej zamek samborski należący niegdyś do rodziny Mniszchów został wybudowany w XVI w. Do dziś ostał się tylko dom łowiecki i pozostałości szybów. Parafię Ścięcia św. Jana Chrzciciela i Matki Boskiej erygowano w XIV w. Dzisiejszy kościół pod tym samym wezwaniem budowano od XV w. do połowy XVI w. Dzwonnica pochodzi z 1567 r. W kościele zachowało się oryginalne barokowe wnętrze. W latach 1709-1773 jezuici wybudowali kościół św. Stanisława, klasztor, kolegium i szkołę. W XIX w. obiekty te zostały objęte przez bernardynów. Po 1945 r. mieściła się tam szkoła muzyczna. Dziś znajduje się w nich Samborska Szkoła Kultury i Muzeum Miejskie. W świątyni zachowano dawne wnętrze, ale dziś jest tam Sala Koncertowa Muzyki Organowej i Kameralnej. Obok stoi greckokatolicka cerkiew Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy ufundowana w 1838 r. przez Eliasza i Helenę Komornickich. Znajdują się w niej relikwie św. Walentego oraz cudowna ikona Matki Boskiej Samborskiej. Do miasta przywiozło ją na początku XVII w. dwóch greckich kupców. Niektórzy badacze, którzy twierdzą, że obraz pochodzi z XII-XIII w. Samborski klasztor brygidek wybudowano w XVII w. Początkowo był drewniany, w XVIII wieku został znacznie rozbudowany i powstał wtedy murowany zespół kościelno-klasztorny na planie krzyża. W kościele tym, zgodnie z regułą zakonu, było 18 ołtarzy. W jednym z nich widniał obraz św. Brygidy namalowany na płótnie. W 1782 r. cesarz Austrii Józef II wydał dekret likwidujący klasztory (szczególnie kontemplacyjne). Pomieszczenie klasztorne przejęło wojsko, a w kościele utworzono magazyn. Klasztor częściowo rozebrano na początku XX w. W 1930 r. zespół został odnowiony, a polskie władze zainstalowały tam muzeum regionalne i siedzibę Towarzystwa Miłośników Ziemi Samborskiej. W 1939 r. bolszewicy dodali do tego jeszcze muzeum „Bojkiwszczyznę”. Obie placówki zlikwidowano w 1950 r., a pomieszczenie klasztorne przemieniono na fabrykę odzieży. W Samborze spotkaliśmy również starszą panią, która rozpłakała się ze wzruszenia, gdy usłyszała polski język.

Po dawnym kościele bernardynów (dziś jest to sala koncertowa) oprowadził nas pan Henryk Melnarowicz. W tym miejscu około 15 lat temu swój solowy koncert zagrał Marek Gierczak. W przepięknym kościele pw. Ścięcia Jana Chrzciciela niespodziewanie nasi pielgrzymi zaśpiewali utwór “Alleluja” Leonarda Cohena wraz z miejscowym zespołem Raj, w skład którego wchodzą trzy młode Polki z Sambora: Irena,Nadia i Krystyna.

Jeszcze później przyszedł czas na Rudki i Sanktuarium Matki Boskiej Rudeckiej, gdzie ksiądz proboszcz sprawował Msze św. Kościół jest remontowany i wymaga jeszcze sporo nakładów finansowych. W krypcie pochowany jest Aleksander Fredro. Zwiedziliśmy również maleńkie, bo dopiero powstające muzeum Fredry w dzwonnicy kościelnej. Rudki to miasteczko położone nad malowniczym potokiem Wiszenka. Miejscowość została założona w XIV w. Około 1435 r. konsekrowano tutaj drewniany kościół i katolicką parafię pod wezwaniem św. Wojciecha. W 1550 r. ten pierwszy stał się zborem kalwińskim. W 1612 r., dzięki Jurijowi Czuryle, znalazła się w nim prawosławna ikona Matki Bożej (napisana w I połowie XVI w.) pochodząca z jednej ze spalonych przez Tatarów cerkwi na Podolu. W Rudkach modlili się przed nią katolicy i prawosławni. Jacek Fredro, hrabia herbu Bończa, odziedziczył Rudki po swojej matce, Teresie z Urbańskich. Jego synem był słynny komediopisarz Aleksander Fredro, który w 1876 r. został pochowany w rodzinnej krypcie kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W latach 70. XX w. prof. Bogdan Zakrzewski, literaturoznawca i miłośnik twórczości Fredry, skradł jeden z palców poety, który potem został wmurowany w ścianę kościoła św. Maurycego we Wrocławiu. Rudki były pod władaniem rodu Fredrów do 1939 r., których prochy powróciły do rodzimej krypty w 1993 r. Istniejący dzisiaj murowany kościół wybudowano w 1728 r. dzięki funduszom rodziny Urbańskich. Konsekracji dokonano w 1841 r. 80 lat później biskup przemyski, św. Józef Sebastian Pelczar koronował tamtejszą ikonę jako obraz Matki Boskiej Rudeckiej. W 1946 r. przybytek został zamknięty przez komunistów, którzy urządzili tam hurtownię spożywczą i aptekę weterynaryjną. Ikona Matki Boskiej Rudeckiej została przemycona do Przemyśla, a w 1968 r. przekazano ją do Jasienia, gdzie miał powstać ośrodek kultu maryjnego. Mszy intronizacyjnej przewodził kardynał Karol Wojtyła. Obraz skradziono w 1992 r. Jego kopia wróciła do Rudek w 1995 r. i rok później została koronowana przez arcybiskupa Mariana Jaworskiego. Od 2003 r. kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny jest sanktuarium Matki Boskiej Rudeckiej. Rudkowski ratusz został wybudowany na przełomie XIX i XX w. Od 1962 r. w mieście znajduje się też arboretum (miejsce, w którym kolekcjonuje się drzewa i krzewy oraz zwykle prowadzi się badania nad nimi).

W kościele w Rudkach uczestniczyliśmy jak już wspominaliśmy we Mszy Świętej koncelebrowanej przez naszego proboszcza. Z otwartym sercem i ramionami przyjął nas tamtejszy duszpasterz, ksiądz proboszcz Jerzy Wasylenko pochodzący z polskiej rodziny ze Stryja. Zostaliśmy również serdecznie powitani przez panią Swietłanę Dorpsz i jej wnuczka Artema z wioski Dubanewycz.

Lwów
Z Rudek skierowaliśmy się na Lwów…krajobraz mocno się zmienił…po pięknych wzgórzach zostało już tylko wspomnienie, a i zabudowa zaczęła przypominać bardziej nam znaną, choć w dalszym ciągu nie brakowało błyszczących w słońcu cerkwi… Wieczorem z pieśnią na ustach wjechaliśmy do Lwowa. Na ten moment wielu z nas czekało. Nocą miasto wygląda pięknie, ale więcej o Lwowie napiszemy Wam w niedzielę, kiedy dokładnie przyjrzymy się miastu.

…i tak minął poranek i wieczór dzień trzeci… i wszystko, czego doświadczyliśmy było dobre…

Wyprawę relacjonują dla Państwa: Edyta Niemczynowska – Frąckiewicz i Sebastian Kotlarz. Wyjazd został wsparty finansowo przez Gminę Kąty Wrocławskie.

 

 

 

 

*****************

Dzień II czwartek 12.07.2018

Dziś odwiedzaliśmy kolejno: Matków, Mochnate, Iwaszkowce, Komarniki, Turka i nocleg w Rozłuczu. W Matkowie o godz 10:00 wzięliśmy udział w cerkwi Najświętszej Bogarodzicy we wspaniałym nabożeństwie greckokatolickim odprawianym przez ojca Wasyla. Współkoncelebransem był nasz proboszcz, ksiądz Waldemar Kontek. Było to dla wszystkich wyjątkowe przeżycie. Piękny śpiew zgromadzonych wiernych i ich gościnność urzekły nas.  Na koniec nasz chór zaśpiewał kilka pieśni. Doszło do wzruszających spotkań naszych pielgrzymów z rodziną i znajomymi.

Braterstwo polsko -ukraińskie…nasz lektor Janek z bratem Andriejem

Matków – wieś, z której wywodzi się wiele osób zamieszkujących dziś Gminę Kąty Wrocławskie. Za czasów królowej Bony większość mieszkańców miejscowości stanowili Bojkowie, górale pochodzenia rusińsko-wołoskiego.W 1921 r. we wsi mieszkało 1222 mieszkańców, w tym 1135 grekokatolików, 83 żydów i 4 katolików. Miejscowość jest matecznikiem polskiej szlachty zagrodowej herbu Sas (Matkowscy, Ilniccy, Komarniccy, Wysoczańscy). Większość Polaków opuściła te ziemie w trakcie dwóch fal masowych przesiedleń: w latach 1944-1946 i 1955-1959. Pozostali musieli zostać obywatelami ZSRR. We wsi znajduje się cerkiew św. Trójcy z 1899 r., ale najcenniejszym zabytkiem jest tam greckokatolicka drewniana soborowa cerkiew Najświętszej Bogurodzicy (drugim patronem jest św. Dymitr). Wybudowano ją w 1838 r. na niewielkim wzniesieniu w dolinie rzeki Stryj. Swoim wyglądem przypomina chińską pagodę (przebudowana w 1939 r.). Znajdujące się w niej malowidła zostały wykonane na tekturze w końcu XIX w. Na początku tego wieku powstały: ikonostas, ławki oraz sanktuarium główne i boczne. W 1924 r. dobudowano drewnianą dzwonnicę. Do 1945 r. w cerkwi odbywały się również msze rzymskokatolickie dla miejscowych Polaków. W 2010 r., wskutek uderzenia pioruna, w świątyni wybuchł pożar, który szybko ugaszono. Od 2013 r. cerkiew znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. A my mogliśmy tu sprawować Mszę świętą… cóż za zaszczyt!

W Mochnatem cerkiew otworzył nam pan Lubomir Biliński, przewodniczący rady parafialnej. Zapaliliśmy znicze na lokalnym cmentarzyku. To mała wioska nad rzeką Stryj, w której mieszka około 300 osób. Pierwsze informacje o tej osadzie pochodzą z 1593 r. We wsi przy cmentarzu znajdują się cerkiew pod wezwaniem Matki Boskiej i dzwonnica (obie wybudowane w 1902 r.).  

Na cmentarzu w Iwaszkowcach stoi taki oto pomnik

W Iwaszkowcach cerkiew pokazywał nam pan Igor Ilnicki. Zostaliśmy bardzo miło przyjęci przez pana Andreja i jego wnuczka Siergieja. Obaj mają polskie korzenie. Na przycerkiewnym cmentarzu zapaliliśmy znicze. Byli wśród nas tacy, którzy odnaleźli groby swoich pradziadków, dziadków i rodzeństwa. Polały się łzy wzruszenia. Urodzeni tam pielgrzymi pokazywali miejsca, w których niegdyś stały ich domy. Pięknym przeżyciem było spotkanie z panią Marią Ilnicką, krewną kilkorga uczestników pielgrzymki. Pierwsze informacje o Iwaszkowcach pochodzą z roku 1570. W latach 1921-1928 znajdowała się tam Placówka Straży Celnej, której zadaniem była ochrona granicy polsko-czechosłowackiej (w 1928 r. powołano Straż Graniczną). We wsi znajduje się źródło wody mineralnej. Prawosławni wierni modlą się w drewnianej cerkwi pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Świątynia stoi przy cmentarzu w centrum miejscowości. Powstała w 1921 r. Prawdopodobnie najbardziej znanym iwakowszczaninem jest Władysław Ossowski (1925-2000), żołnierz Związku Walki Zbrojnej i kurier Polskiego Państwa Podziemnego operujący na terenie okupacji sowieckiej.

 

Komarniki  – pierwsze informacje o Komarnikach pochodzą z 1493 r., ale wieś jest znacznie starsza. Najważniejszym obiektem jest w niej prawosławna (pierwotnie greckokatolicka) drewniana cerkiew św. Mikołaja z 1817 r. Diaconicon (miejsce przebierania się przez kapłanów w szaty liturgiczne) został dobudowany w 1991 r. Obok stoi drewniana dzwonnica również wybudowana w 1817 r. W Komarnikach znajduje się też niedokończony rzymskokatolicki kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, której rozbudowę przerwał wybuch II wojny światowej. W latach 1939-1992 bolszewicy urządzili w niej fermę. W 2004 r. konsekracji kościoła dokonał ówczesny biskup pomocniczy lwowski Marian Buczek. Przybytek w Komarnikach jest filią Parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Turce.

W kościele w Turce braliśmy udział we Mszy Świętej.  W każdej odwiedzonej świątyni pątnicy ofiarowali kopię obrazu Czarnej Madonny i odmówili jedną dziesiątkę różańca w intencji zmarłych leżących na odwiedzanych przez nas nekropoliach. Na sam koniec dnia obejrzeliśmy kościół pod wezwaniem Franciszka Borgii i udaliśmy się do źródła wody mineralnej “Naftusia”. W 1431 r. król Władysław II Jagiełło przekazał Turkę niejakiemu Vanczowi Valachusowi i jego 3 synom. W XVIII w. jezuici utworzyli w mieście dom misyjny, który po kasacie zakonu stał się siedzibą parafii. Z XVIII w. pochodzi katolicki kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W latach 1945-1992 służył jako magazyn i warsztat stolarski. Rekonsekracji świątyni dokonał (po remoncie) dokonał w 2004 r. metropolita lwowski, ksiądz kardynał Marian Jaworski. Grekokatolicy mają tu drewnianą cerkiew przeniesienia relikwii św. Mikołaja z 1776 r. Do Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego należy z kolei zbudowana w 1739 r. cerkiew św. Mikołaja. W latach 1960-1989 w obiekcie nie odbywały się żadne ceremonie religijne. Funkcjonowało w nim muzeum regionalne. W 1953 r. komuniści umyślnie podpalili 173-letnią drewnianą greckokatolicką cerkiew pokrowy (Opieki) Przenajświętszej Bogurodzicy. Na jej miejscu wybudowali siedzibę partii komunistycznej. Jest jeszcze cerkiew św. Piotra i Pawła, konsekrowana w 2004 r. Będąc nad rzeką można podziwiać budynek XIX-wiecznej synagogi, która dziś jest magazynem. Większość społeczności żydowskiej została zamordowana w Bełżcu.

Źródełko NAFTUSIA

Z tego samego okresu pochodzi porośnięty drzewami kirkut, na którym znajduje się około 100 macew. Do jego dewastacji przyczynili się Sowieci, którzy z żydowskich nagrobków budowali pomniki dla żołnierzy radzieckich „wyzwalających” te tereny. W 1943 r. doszło tu do zbrodni ludobójstwa dokonanej na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów. XVIII-wieczny rynek turczański cechuje się architekturą charakterystyczną dla średniowiecznych miasteczek galicyjskich. W mieście znajduje się źródło słynnej wody mineralnej „Naftusia”. W Turce urodzili się m.in.: prof. Zygmunt Albert (1908-2001) polski patolog i historyk medycyny, Abba Chuszi (1898-1969), poseł do izraelskiego Knesetu i burmistrz Hajfy; ale także Jurij Tarnawski (1934-) amerykański poeta.

 
Nocujemy w Rozłuczu
 
Kresy urzekają widokami…

 

…i tak minął poranek i wieczór dzień drugi… i wszystko, czego doświadczyliśmy było dobre…

*******************

Dzień I środa 11.07.2018 część II

Jesteśmy już na Ukrainie! Granica łatwa do przebrnięcia nie jest, ale Opatrzność nad nami czuwała i poszło dość sprawnie. Pierwszą miejscowością, którą odwiedziliśmy był Chyrów. 

Chyrów był niegdyś własnością rodziny Herbutów, rycerzy z Moraw, których sprowadził książę Władysław Opolczyk. W 1772 r.  W 1740 r. powstała w Chyrowie pierwsza synagoga zwana później Starą. Przez 400 lat miasto było własnością rodu Ossolińskich i Mniszchów. W 1772 r., po I rozbiorze Polski, znalazło się pod panowaniem austriackim. Do Polski wróciło dopiero w 1918 r. W 1872 r. przeprowadzono przez nie linię kolejową łączącą Lwów z Budapesztem w ramach tzw. Pierwszej Węgiersko-Galicyjskiej Kolei Żelaznej. W 1939 r. miejscowość znalazła się w części państwa polskiego okupowanej przez Armię Czerwoną, a następnie weszła w skład obwodu drohobyckiego Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a ostatecznie Generalnego Gubernatorstwa. Wojska radzieckie ponownie zajęły miasto w sierpniu 1944 r., które nigdy już nie wróciło do Polski. W końcu XIX w. powstał tam Zakład Naukowo-Wychowawczy Ojców Jezuitów. W okresie międzywojennym uchodził za najlepiej wyposażone gimnazjum w Polsce i jedną z najlepszych szkół w Europie. Placówka była znakomicie wyposażona – w jej bibliotece znajdowało się ponad 30 tysięcy książek, uczniowie mieli do dyspozycji pracownie naukowe, ogród botaniczny, sale gimnastyczne, 4 korty tenisowe, 8 boisk, teatr i szpital. Zakład był pięknie położony wśród klombów kwiatów, parków i ogrodów. Uczyło się tam 400 wychowanków, wśród których był m.in. Eugeniusz Kwiatkowski, przyszły minister skarbu, twórca Centralnego Okręgu Przemysłowego i portu w Gdyni. Absolwentem tego gimnazjum był również sławny pisarz Jan Brzechwa. W czasie II wojny światowej szkołę zamieniono na koszary Armii Czerwonej (w latach 1939-1941), niemiecki obóz jeniecki (1941-1943) i niemiecki szpital wojskowy (1943-1944). Po wojnie Chyrów znalazł się w granicach Związku Radzieckiego. Do 2004 r. były tam koszary wojskowe. Władze miasta chciały, aby powstał w tym miejscu polsko-ukraiński instytut badawczy. Do dziś bezskutecznie. W 1996 r. szkolna kaplica stała się cerkwią św. Mikołaja.

Rzymskokatolicki kościół pod wezwaniem św. Wawrzyńca został wybudowany w 1710 r. Świątynia była kilkakrotnie przebudowywana i konsekrowana – ostatni raz w 1903 r. 25 czerwca 1941 na przedmieściu Chyrowa żołnierze Armii Czerwonej zamordowali chyrowskiego proboszcza, ks. Jana Wolskiego. Z archiwum dawnego NKWD wynika, że była to część zaplanowanej akcji likwidacji polskich elit. Po wojnie kościół zamieniono na magazyn, a po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości urządzono tam bazar, dyskotekę i dom kultury. Katolicy odzyskali ten przybytek w 2010 r. w stanie fatalnym. Po kościele oprowadzał nas pan Jerzy Wójcik z wnuczkiem Wiktorem. Podarowaliśmy kościołowi obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. 

Cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny, użytkowana przez grekokatolików i prawosławnych, została konsekrowana w 1847 r. W 1922 r. świątynia została poddana renowacji. Ponownie po przebytym remoncie konsekrował ją w 2011 r. patriarcha Filaret, zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego.

Sam fakt funkcjonowania dwóch synagog w mieście świadczy o tym, że zamieszkiwała tam liczna społeczność żydowska. Stara XVIII-wieczna synagoga została spalona przez Niemców po ich wkroczeniu do miejscowości w 1941 r. Wybudowana w końcu XIX w. Nowa Synagoga została obrabowana. Po wojnie budynek został wyremontowany i przeznaczony na magazyn. Z XVIII w. pochodzi cmentarz żydowski, na którym nie ma już żadnych macew. Chyrowianie żydowskiego pochodzenia zostali zamordowani w lipcu i sierpniu 1942 r. w obozie zagłady w Bełżcu.

 

Stara Sól 

Kolejnym etapem naszej wyprawy jest Stara Sól.  W XVIII w. powstaje w Starej Soli samodzielna gmina żydowska i synagoga. Jak sama nazwa wskazuje, miasto było ważnym ośrodkiem wydobyciu i handlu solą. Żupy solne zamknięto w 1853 r. Pod koniec XIX w. bez powodzenia poszukiwano tam kolejnych złóż „białego złota”.
Po I rozbiorze Polski miasto znalazło się w granicach monarchii Habsburgów. W 1880 r. było zamieszkane przez 1347 mieszkańców: 732 katolików, 416 żydów i 198 grekokatolików. W 1939 miasto znalazło się w granicach ZSRR. W 1941 r., a następnie Generalnego Gubernatorstwa. Po wojnie weszło w skład Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Ludowej.
Niewątpliwie interesującym obiektem jest tamtejszy kościół rzymskokatolicki pod wezwaniem św. Michała Archanioła z 1660 r. Jego najstarsza część, kaplica św. Anny, pochodzi z połowy XIV w. i pamięta czasy króla Kazimierza Wielkiego. W 1469 r. dobudowano do niej świątynię, która została spalona w 1648 r. podczas powstania Bohdana Chmielnickiego. Jego budynek bardzo ucierpiał podczas działań wojennych w trakcie I wojny światowej. Ślady po strzałach nadal widać na murze. Najnowsza część tego przybytku, kaplica św. Trójcy, pochodzi z okresu międzywojennego XX w. Wysoką wartość artystyczną przedstawiają kamienne rzeźby Ewangelistów znajdujące się przy zewnętrznych murach budynku. Po II wojnie światowej komuniści urządzili tam magazyn, który spłonął w latach 70. XX. Pożar gaszono wodą z solanek, co przyczyniło się do dalszego niszczenia murów. Obiekt jest remontowany od lat 90. XX w. W 2001 r. papież Jan Paweł II pobłogosławił go podczas swojej pielgrzymki po Ukrainie.
Wartymi zobaczenia są również dwie tamtejsze drewniane cerkwie: św. Paraskewy (z XV w.) i pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego (z XVII w.). Nie ma już synagogi spalonej przez Niemców w 1941 r.

Następnie udaliśmy się w stronę Rozłucza gdzie nocujemy w ładnych pokojach,  a obiadokolacja również była satysfakcjonująca :) Wieczorem zaczął padać deszcz, ale wierzymy, że się wypogodzi, bo cały dzień się nam z pogodą całkiem udawało.

Rozłucz

Wieś Rozłucz została założona w 1511 r. pod nazwą Borysowa Wola, która znika z dokumentów w XVIII w. W 1905 r. powstała tam stacja kolejowa łącząca Użhorod z Samborem, zresztą miejscowość jest znana z dwóch wiaduktów. W latach 1930-1939 istniała W Rozłuczu skocznia narciarska. W tym samym okresie znajdowało się tam schronisko Okręgowego Urzędu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, które w 1937 r. oferowało 180 miejsc noclegowych. Na początku XX w. miejscowość było kurortem, w którym na gości czekało 14 pensjonatów. Niedaleko od wioski, w rejonie szczytu Czontyjówki (913 m.n.p.m.), jest źródło rzeki Dniestr.

W 1880 r. mieszkało w Rozłuczu 1049 mieszkańców, w tym 123 Niemców i 23 Polaków, z czego 122 było wyznania rzymsko-katolickiego. To właśnie dla nich o. Ignacy Kułakowski w 1901 r. doprowadził do wybudowania neogotyckiego kościoła (filialnego w stosunku do parafii w Turce) pod wezwaniem św. Franciszka Borgiasza. Po zakończeniu II wojny światowej obiekt służył jako magazyn. W latach 90. XX w. bezskutecznie próbowano przywrócić go do funkcji sakralnych.

W wiosce stoi również drewniana cerkiew z 1876 r. pod wezwaniem Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy. Powstała w miejscu starszej świątyni wzmiankowanej w 1534 r. Należy do Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego.

…i tak minął poranek i wieczór dzień pierwszy… i wszystko, czego doświadczyliśmy było dobre…

******************

Odwiedziliśmy dziś jeszczę Kalwarię Pacławską, wieś leżącą w gminie Fredropol (wywodzącej swoją nazwę od słynnej rodziny Fredrów) w województwie podkarpackim. Osadę założył w 1665 r. Andrzej Maksymilian Fredro herbu Bończa (ok. 1620-1679), znany polityk, filozof, historyk (nazywany czasami polskim Tacytem) i pisarz. W 1652 r. był marszałkiem Sejmu, podczas którego Władysław Siciński po raz pierwszy zastosował liberum veto (potomkowie Władysława mieszkają dziś m.in. w Smolcu). Za potomka Andrzeja uważał się słynny pisarz Aleksander Fredro, tego samego herbu. Na samym początku wieś nosiła nazwę Słoboda, a w późniejszym czasie nazwano ją Kolonią Fredrów i Miasteczkiem Fredrów. Legenda mówi, że pewnego dnia Andrzej Maksymilian wybrał się na polowanie. Napotkał jelenia, za którym zapuścił się w głąb lasu. W pewnym momencie między rogami zwierzęcia ujrzał jaśniejący krzyż i postanowił, że w tym miejscu założy klasztor. Rzeczywiście w 1665 r. wybudował drewniany klasztor i kościół, do którego jednak nie chcieli sprowadzić się ani dominikanie, ani jezuici, ani reformaci. Zgodzili się na to franciszkanie, którzy gospodarują tu do dziś. Mimo pięknej legendy, cel religijny nie był najprawdopodobniej jedynym, który mu przyświecał. Klasztor miał być fortecą broniącą „bramy przemyskiej”. W owym czasie uważano Polskę za „przedmurze chrześcijaństwa”. Jednakże priorytetem było szerzenie kultu Męki Pańskiej. Z tej właśnie przyczyny okolice Kalwarii mają odzwierciedlać topografię Jerozolimy. Klasztor  jest położony na szczycie góry o wysokości 465 m. n.p.m. Pomiędzy dwoma wzniesieniami znajduje się dolina, która ma przypominać Dolinę Jozafata. Biblijnym Cedronem jest zaś płynąca w tym miejscu rzeka Wiar. Jedno z wcześniej wymienionych wzgórz jest Golgotą, a drugie – Górą Oliwną. Dzięki takiemu położeniu wieś nazywana jest czasem „Jerozolimą Wschodu”. Wybudowana w latach 1825-1875 Droga Krzyżowa liczy około 1662 m. oraz składa się z 42 kaplic i kapliczek (6 z nich jest drewnianych).  Zespół klasztorny i kościół przetrwały dzięki drugiemu fundatorowi, którym był szlachcic Szczepan Józef Dwernicki. W latach 1770-1775 wybudował nowy, murowany kościół pod wezwaniem Znalezienia Krzyża Świętego oraz około 20 kaplic. Obok kościoła powstał również parterowy klasztor. W 1900 r. na jednym ze wzgórz w pobliżu Pacławia grekokatolicy zbudowali cerkiew, którą zniszczono po wojnie. W 1932 r. powstała drewniana grekokatolicka kaplica Świętego Serca, a cztery lata później kolejna – murowana. 

Układ przestrzenny wsi jest miejski (z rynkiem w formie ulicy), natomiast sama zabudowa – wiejska. Do rejestru zabytków zostały wpisane także: dzwonnica z 1878 r., kaplica grobowa rodziny Tyszkowskich (właścicieli ziemskich i dobroczyńców klasztoru), XIX-wieczny cmentarz i nowicjat wybudowany na początku XX w.

Zobaczyliśmy oczywiście zespół klasztorny i kościół, nawiedzając cudowny obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej. Pierwotnie modlono się przed nim w kościele franciszkańskim w Kamieńcu Podolskim. Kłaniali się przed nim hetman Stanisław Żółkiewski, hetman Stefan Czarniecki, książę Jeremi Wiśniowiecki, król Jan II Kazimierz Waza i król Jan III Sobieski. W 1672 r. miasto zostało zdobyte przez Turków i na mocy Traktatu Buczackiego Polska musiała oddać im Podole. Legenda mówi, że Turcy wrzucili wizerunek Madonny i Jej Syna do rzeki Smotrycz. Nieopodal miał mieszkać pewien starzec, któremu przyśniła się Matka Chrystusa i kazała przynieść obraz do Kalwarii. Podczas wędrówki człowiek ten przenocował wraz z synem w Samborze. Obraz został umieszczony w skrzyni, na której zazwyczaj spało dziecko. Tej nocy chłopiec został z niej zrzucony trzy razy przez tajemniczą moc. Mieszkańcy domu, w którym zatrzymali się obaj wędrowcy, otworzyli skrzynię i ujrzeli cudowną jasność bijącą od obrazu. Prosili starca, aby obraz pozostał w ich miejscowości. Ten jednak zaznajomił ich z wolą Maryi. Wierni z Sambora odprowadzili ich w procesji do Kalwarii Pacławskiej. Biskup przemyski Łukasz Ostoja Solecki (1827-1900) ukoronował obraz 14 sierpnia 1882 r. Ze względu na sławę otaczającą święty wizerunek Kalwarii nazywana jest „Jasną Górą Podlasia”.

********

Jesteśmy w drodze do granicy. Zanim tam jednak dotrzemy, zwiedziliśmy dziś XVII-wieczne Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Jarosławiu. Wewnątrz podziwialiśmy Ołtarz Relikwii z początku XVIII w. Znajdują się w nim szczątki 189 świętych, m. in:  św. Jana Pawła II,  św. Klary, św. Sebastiana, św. Petroneli (córki św. Piotra), św. Stanisława Kostki oraz błogosławionego Wincentego Kadłubka.

*********

Dzień I środa 11.07.2018

część I

Witamy z trasy. O 5.25 nad ranem – jak widać na załączonym obrazku – dzielna ekipa 44 smolczan i nie tylko (bo mamy uczestników z Wrocławia, Żmigrodu, Karwian, Jaszkotla, Mokronosu, Nowej Wsi Wrocławskiej, z Nowogródka Pomorskiego, z okolic Gorzowa, a jedna uczestniczka przyjechała nawet z Kanady!)….wyruszyła na podbój Kresów. Wiemy, że nie będzie łatwo, informują nas tu, że pojedziemy ok. 9 godzin do granicy, a ile czekania tam, to tylko Pan Bóg wie:), ale damy radę – i z dziurawymi drogami, i z Barszczem Sosnowskiego i z ukraińską granicą… O godz. 7:30 dojeżdżaliśmy do Katowic. Wsparcia organizacyjnego udziela nam na bieżąco organizator i jeden z szefów Smolec Cantans: Marek Gierczak, wybitny znawca regionu, tak więc czujemy się bezpiecznie. Jest też z nami ks. Proboszcz Waldemar Kontek, stąd wsparcia duchowego też nie brakuje. Na 14.00 zaplanowana jest Msza święta w Kalwarii Pacławskiej, wszystko wskazuje na to, że możemy być chwilę później, ale to nie problem, skoro wieziemy ze sobą kapłana, chór, lektorów i wiernych to nie musimy aż tak bardzo trzymać się grafika :).

Pozdrawiamy nasze rodziny i znajomych, szczególnie Grażynkę i Grzesia Matkowskich – będziemy dzielnie śpiewać, by Twoja nieobecność Grażynko nie rzucała się w oczy! Bądźcie z nami przez te pięć dni, a jeśli tylko będziemy mieli dostęp do Internetu to będziemy się meldować jak często się tylko da!

Wyprawę relacjonują dla Państwa: Edyta Niemczynowska – Frąckiewicz i Sebastian Kotlarz. Wyjazd został wsparty finansowo przez Gminę Kąty Wrocławskie.

 

 

 

 

 

******************

Smolczanie na Kresach czyli jak realizujemy zadanie publiczne „Promocja sztuki chóralnej oraz krzewienie kultury polskiej wśród Polaków na Ukrainie”. 

Szanowni Państwo,

w środę  11 lipca 2018 r. grupa smolczan wyrusza na Kresy. W miarę dostępu do Internetu pragniemy na bieżąco relacjonować dla Państwa tę wyprawę, dla wielu po prostu duchową pielgrzymkę do ziemi ojców. Zapraszamy wszystkich do duchowego uczestnictwa w tej podróży, szczególnie tych, którzy stamtąd się wywodzą, a z różnych względów nie mogą być z nami; Celem wyjazdu na teren dawnego województwa lwowskiego jest realizacja zadania publicznego „Promocja sztuki chóralnej oraz krzewienie kultury polskiej wśród Polaków na Ukrainie”.

Na samym początku chcielibyśmy zaznaczyć, że żadne z nas – redaktorów smolec24 –  nie ma tam swoich korzeni rodzinnych. Niemniej jesteśmy Polakami, więc mit Kresów dotyczy również i nas. Jakże niewielu pamięta o tym, że po 1945 r. Ziemie Odzyskane (czyli również i Dolny Śląsk) nazywano … Kresami Zachodnimi. Ta określenie nigdy się nie upowszechniło. Być może dlatego, że pamięć o Kresach Wschodnich była tak żywa … Jednak można chyba napisać, że jedziemy z Kresów na Kresy …

Chcemy przynajmniej spróbować wyobrazić sobie, czym były Kresy Wschodnie. Ta jedyna w swoim rodzaju mozaika etniczno-religijna kształtowała się przez ponad 500 lat od czasu, gdy Kazimierz Wielki w 1340 r. stał się dziedzicem Rusi Halickiej ze Lwowem. W 1387 r. Jadwiga Andegaweńska, ostatnia przyrodzona pani Królestwa Polskiego, wkroczyła zbrojnie na te tereny i na stałe odebrała je swojej siostrze Marii (królowej Węgier) i szwagrowi Zygmuntowi Luksemburskiemu.

W korowodzie narodowości, których przedstawiciele znaleźli na Kresach swój dom mieli Ukraińcy, Polacy, Żydzi, Ormianie, Niemcy, Grecy i inni. Dla Polaków są one narodową legendą, utraconą Arkadią. Na początku XX w. pojawiły się w Europie dwie krwiożercze ideologie, które usiłowały utworzyć na ziemi swoje raje bez Boga: nazizm i komunizm. Dla nazistów przeszkodę w budowie idealnego człowieka i społeczeństwa stanowili Żydzi, Romowie, osoby niepełnosprawne, ale też Słowianie, a dla komunistów – burżuazja, kułacy, religia. Różnorodny pod względem etnicznym, kulturowym i religijnym świat położonych na wschodzie ziem Rzeczypospolitej nie miał prawa istnieć. Shoah i mordy dokonane na Polakach zaowocowały ostateczną zagładą Kresów.

Dziś odchodzi pokolenie ludzi, którzy jeszcze pamiętają tę krainę i tamte czasy, więc zdajemy sobie także sprawę z tego, że ruszamy na tereny, na których symbolicznie rodził się polski Smolec. Nie można zapomnieć o tym, że większość pierwszych polskich smolczan pochodzi ze wsi Pawłów leżącej teraz na Ukrainie. Przy dzisiejszej ulicy Starowiejskiej zamieszkało ich tak wielu, że rozważano nawet zmianę jej nazwy na „Pawłowska”.

Rzymski historyk Tytus Liwiusz napisał, że „historia to świadek dziejów, źródło prawdy, życia, pamięci, mistrzyni życia, piastunka przeszłości i zwiastunka przyszłości”. Dzięki tej podróży chcielibyśmy choć trochę lepiej zrozumieć przeszłość, by wyciągnąć wnioski dla przyszłości. Wszystkich, którym bliska jest nasza wyprawa zapraszamy już od jutra na WWW.smolec24.

Wyprawę relacjonują dla Państwa: Edyta Niemczynowska – Frąckiewicz i Sebastian Kotlarz. Wyjazd został wsparty finansowo przez Gminę Kąty Wrocławskie w wysokości 10  000 zł.

 

 

 

 

ZAPRASZAMY :)

9 komentarzy

  1. Życzę udanej wycieczki i szybkiej przeprawy przez granicę. Czekam na kolejne relacje i zdjęcia.

     
  2. Rewelacja! Pozdrawiamy podróżnych i czekamy na relacje!

     
  3. Wspaniała wyprawa, zazdroszczę. Sama chętnie bym z Wami pojechała. Z niecierpliwością czekam na kolejne teksty i jak najwięcej zdjęć. Życzę wszystkiego dobrego na trasie.

     
  4. Od dawna myślałem o takim wyjeździe. Będę z uwagą śledził tę relację. Liczę na dużo zdjęć. Pozdrawiam.

     
  5. Cudowna inicjatywa, uwielbiam takie relacje prawie na żywo :) . Wrzucajcie fotek ile się da. Bóg z Wami.

     
  6. super! swietnie ze zdjecia sa na zywo:) i wszystko opisane! gratuluje i zycze powodzenia :) extra! oby tak dalej!m

     
  7. Fantastyczny reportaż! A jakie ogromne bogactwo faktów historycznych!! Nigdy nie czytałem czegoś podobnego. Wielkie podziękowanie dla obojga autorów.
    Zdjęcia są też przepiękne. Aż chce się zaśpiewać:
    “Żal, żal za jedyną
    za zieloną Ukrainą”
    Nie posiadam Kresowych korzeni ale teraz zrozumiałem powody, dla których po mym przyjeździe do Wrocławia na naukę w roku 1965 słyszałem na ulicy zwroty typu:
    “Jedna atomowa, druga atomowa
    I wrócimy znów do Lwowa!”

     
  8. Pozdrowienia z Domaniowa dla wspaniałego Pana Marka i wszystkich uczestników wycieczki/pielgrzymki! Gratuluję pomysłu, życzę wielu wspaniałych przeżyć. Z przyjemnością czyta się waszą relację “na gorąco”

     
  9. Cudowni ludzie tak zaangażowani we wszystko co robią dla innych!
    Dziękuję!

     

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *