Pages Navigation Menu
reklama

Rozmowa miesiąca: Ula Cieślikiewicz, 10–letnia uczestniczka Master Chef Junior ze Smolca

Rozmowa miesiąca: Ula Cieślikiewicz, 10–letnia uczestniczka Master Chef Junior ze Smolca

Rozmowa miesiąca: Gościem smolec24 jest dzisiaj Ula Cieślikiewicz, 10–letnia smolczanka, którą mogliśmy podziwiać w drugim odcinku Master Chef Junior Polska. Ula w ubiegłym roku wywalczyła sobie miejsce w czterdziestce najlepszych młodych (8-13 lat) kucharzy z Polski. To ogromne osiągnięcie, gdy uwzględnimy, że w castingach wzięło udział, jak szacujemy, ok. 6 tys. uczestników.

Edyta Niemczynowska – Frąckiewicz: Przede wszystkim gratulujemy Ci tego sukcesu i dziękujemy, że rozsławiasz Smolec na arenie krajowej J. Czy czujesz się sławna?

Ula Cieślikiewicz: No tak nie do końca, ale wyróżniona tak. Znajomi czasami zaczepiają mnie, by zapytać o to, dość często nawet, ale nie czuję się sławna.

E.N.-F.: A ludzie na ulicy?

Jak tata mnie ostatnio wysadził na przystanku, to akurat kolega z osiedla wracał i pogratulował mi…

Mama Uli: Pani w „Biedronce” przy ul. Gagarina ostatnio gratulowała Uli i upewniała się, czy to rzeczywiście ona wystąpiła w telewizji…

E.N.-F.: A jak się to wszystko zaczęło? Kiedy zaczęłaś gotować? Czy ktoś Cię do tego namawiał czy może sama czułaś takie pragnienie?

To tak jakby do mnie przyleciało skądś, gdy miałam 5-6 lat. Zaczęłam wtedy gotować z dziadkiem Jasiem. Na początku były pierogi, potem jakieś soki, kompoty, potem uczył mnie jak robić jabłka do szarlotki. I tak to się zaczęło.

E.N.-F.: I dalej gotujesz z dziadkiem?

Dziadka już nie ma… Byłby ze mnie z pewnością bardzo dumny. Cieszę się, że odziedziczyłam po nim tę pasję.

E.N.-F.: Ale przepisy po dziadku zostały?

Tak. Wiedza i miłość do gotowania, które mi przekazał, to mój największy skarb.  Później gotowałam z rodzicami, a od dłuższego już czasu radzę sobie sama.  Najczęściej  gotuję dla siostry, żeby spróbowała jakiś nowych rzeczy.

E.N.-F.: A kiedy doszłaś do wniosku, że gotowanie to Twoja pasja?

Miałam wtedy chyba 8-9 lat, wtedy to zrozumiałam.

E.N.-F.: A dużo czasu zajmuje Ci gotowanie? Codziennie musisz wejść do kuchni i coś zrobić?

No, coś malutkiego to muszę, ale tak w tygodniu nie mam za bardzo czasu, bo jeszcze jest szkoła… Ale w weekendy to zawsze.

E.N.-F.: Wolisz gotować potrawy obiadowe, czy może piec słodkości? Co jest dla Ciebie ciekawsze?

Na pewno troszeczkę łatwiejsze są desery niż dania główne, ale ja wolę przygotowywać dania główne.

E.N.-F.: A co ostatnio zaserwowałaś najbliższym z tych dań bardziej skomplikowanych?

Ostatnio robiłam nuggetsy z sałatą i sosem czosnkowym, ale dla mamy bez sosu, bo nie lubi:). Przygotowuję specjalną zalewę i moczę w niej pierś z kurczaka, dzięki czemu mięso jest super soczyste.

E.N.-F.: Kto jeszcze kosztuje tych dań ? Masz siostrę…

Ona kosztuje najwięcej, ale gotuję też dla dziadków, dla cioć i innych członków rodziny, gdy przyjeżdżają…

E.N.-F.: A tak zupełnie sama stoisz przy tej kuchni czy potrzebujesz wsparcia mamy bądź taty?

Na początku  potrzebowałam wsparcia, ale teraz wolę sama siedzieć w kuchni.

E.N.-F.: A nie zdarzają Ci się wypadki, poparzenia itp.?

Ostatnio, gdy robiłam karmel, to się oparzyłam, bo za szybko chciałam spróbować, czy jest dobry. Ale zasadniczo mi się nie zdarzają wypadki.

Mama Uli:  Na początku, gdy Ula przygotowała sobie wszystko, gdy miała 5-6 lat, to ostatni etap należał zawsze do mnie, tj. odpalić piekarnik itp. W końcu stwierdziliśmy, że skoro już tyle umie, to nauczymy ją i tego, mimo że miała wtedy nie więcej jak 8 lat.  Od tego czasu jest samodzielna w 100 %. Tyle że jest więcej sprzątania po niej, bo gdy wychodzimy z mężem, Ula od razu to wykorzystuje i coś pitrasi, a gdy wracamy….. Generalnie jest to jednak szczegół:)

E.N.-F.: Bo to gotowanie jest pasją Uli, a nie sprzątanie! A jaka była najtrudniejsza potrawa, którą przyrządziłaś?

To była chyba ryba, dorsz złowiony przez tatusia, usmażony na patelni. I do tego surówka.

E.N.-F.: Skąd wziął się pomysł na udział w programie?

Gdy oglądałam reklamy programu, raz, drugi , trzeci – to w końcu zapytałam mamę, ale nie chciała się zgodzić…

Mama Uli: Cztery razy pytała mamę…

E.N.-F.: Mama była oporna w tym temacie? Nie wierzyła w Twoje umiejętności?

Nie, zawsze wierzy we mnie, ale nie chciała.

Mama Uli: Chodziło bardziej o formułę. To miała być pierwsza edycja. Gdy program pojawia się po raz kolejny, to wiadomo, czego się spodziewać, a my nic nie wiedzieliśmy, jak to będzie wyglądać.

E.N.-F.: Jak wyglądały eliminacje? Przywiozłaś przygotowana przez siebie potrawę…

Pojechałam na casting do Poznania, to były już ostatnie dwa castingi, zostały mi do wyboru Poznań i Warszawa. Wcześniej trzeba było wypełnić i wysłać ankietę. Gotowałam na miejscu. Szefowie kuchni decydowali, co kto ma zrobić. Nie można było sobie wybrać…

Mama Uli: Ankieta była bardzo rozbudowana, ale na tej podstawie wytypowano dzieci na castingi w 4 miastach Polski. W eliminacjach bezpośrednio wzięło udział ok. 20 % dzieci zgłoszonych do programu. Reszta odpadła od razu.

ula1

E.N.-F.: Ale pomagali Ci jakoś? Dostałaś przepis, czy musiałaś sama sobie radzić?

Nie pomagali. Pierwszą potrawę musiałam zrobić dokładnie tak, jak było w przepisie szefa kuchni, który dostałam. To była mizeria, ale ja kroję ogórki w plastry, a tam pan mi kazał w cieniutkie niteczki tarkować, z jogurtem naturalnym i czosnkiem, który sama musiałam pokroić, choć w domu zawsze wyciskam. Drugą potrawą był krem pomidorowy i to robiłam sama, wg własnego pomysłu. Smażyłam pomidory w kawałkach, doprawiłam je, a na koniec  zblendowałam i podałam ze śmietaną, bazylią  i groszkiem ptysiowym.

E.N.-F.: Ile w tym wszystkim było przyjemności, a ile stresu? Bałaś się ? Czego najbardziej?

Dla mnie to była zabawa, sama przyjemność, zero stresu. Jak wyszłam z castingu to jedna pani mnie poinformowała, że jeśli do 8. grudnia nikt z programu do nas nie zadzwoni, to znaczy, że nie przeszłam dalej.

Mama Uli: Pytaliśmy córkę, co zrobi, gdy np. czegoś zapomni, to odpowiedziała: „Będę improwizować!”

E.N.-F.: I przez ten tydzień w ogóle się nie denerwowałaś? Bardzo ci zależało?

Bardzo, bardzo! Ale się nie denerwowałam, myślałam o tym jednak.

Mama Uli: Zadzwonili do mnie, gdy Ula akurat wchodziła do domu, pani ją usłyszała i poprosiła ją do telefonu, pogratulowała…

E.N.-F.: Dostałaś się do finałowej czterdziestki! Na pewno była euforia!

Mama Uli: Krzyczały z siostrą obie, a ja chyba najbardziej! Bo to jest wielki sukces. Myśmy kompletnie się tego nie spodziewali…

E.N.-F.: Powiedz nam pokrótce jak wyglądają takie programy od kulis… Czy wcześniej coś przygotowywałaś, gdzie oczekiwałaś na swoją kolej, jak była atmosfera na planie, jacy są prowadzący itp. …

Były dla nas różne zajęcia, abyśmy mogli się lepiej poznać. Na planie jurorzy okazali się zwyczajnymi ludźmi, którzy nas po prostu oceniali.  Byli naprawdę bardzo mili.

Mam Uli: Zaproszenie było dla „kucharza” i opiekuna. Mieszkaliśmy w jednym hotelu z innymi uczestnikami. Ja byłam z Ulą, to trwało kilka dni. Tata i siostra dojechali na dzień, w którym Ula gotowała na planie. Po nakręceniu pewnych wspólnych ujęć, część dzieci gotowała, pozostałe mogły wrócić do hotelu, mogłyśmy pozwiedzać…

E.N.-F.: Podczas programu wykonałaś muffinkę z musem jeżynowym i kremem z mascarpone – brzmi smakowicie – czy to był Twój wybór i dlaczego akurat taki?

Akurat w ostatnim czasie robiłam te muffinki dla rodziny i tak wpadło mi do głowy. Najpierw chciałam zrobić z musem malinowym, ale pomyślałam, że z malinowym to może zrobić każdy, więc ja zrobiłam z jeżynowym.

E.N.-F.: I jakie były oceny jury?

Jak powiedział Pan Mateusz Gessler – mój deser był pyszny. Jego jedyną wadą było to, że był za mało słodki…

ula5

E.N.-F.: To znaczy, że dla mnie byłby idealny, bo ogólnie wszystkie ciasta w mojej ocenie, które się kupuje, są za słodkie.

Mama Uli: No właśnie, to zależy kto, co lubi… Wadą mogło być przypalenie ciasta itp. Słodkie – to kwestia gustu… Ula ogólnie nie lubi słodkich rzeczy, zjada na raz całą cytrynę. Ale ocenianie w takich programach jest bardzo trudne. Może próbować kilka osób i każda uważa inaczej…

E.N.-F.: A jaka była atmosfera na planie, była życzliwość czy raczej konkurencja?

Było miło. Traktowaliśmy się jak koleżanki i koledzy, wszyscy sobie życzyli powiedzenia.

E.N.-F.: Nie udało się wejść do finałowej „czternastki”, ale chyba nie żałujesz trudu, jaki wiązał się z udziałem w programie?

Nie, nie żałuję. Uważam, że to była dla mnie świetna przygoda kulinarna i mogłam zobaczyć, co potrafię, sprawdzić się.

Mama Uli: Wielu rzeczy nie pokazano w TV. Szkoda, głównie ze względu na Ulę, że nie zobaczyła tego swojego skupienia na planie przez półtorej godziny, to myślenie i planowanie po kolei, co najpierw, bo będzie stygło, kiedy zrobić mus itp. I muszę powiedzieć, że było naprawdę czysto na stanowisku pracy, co w domu się nie zdarza! Ula wiedziała, że to też jest oceniane i się postarała.

E.N.-F.: A czy było trudno pogodzić twoje domowe i szkolne obowiązki z udziałem w programie?

Nie, trzeba było nadrobić wszystkie lekcje, ale nagrywanie zbiegło się z przerwą świąteczną. Wróciliśmy do domu dzień przed wigilią Bożego Narodzenia w nocy. W szkole tez były wigilie klasowe więc nie było dużo nadrabiania.

A twoja klasa, szkoła, dopingowała Cię w jakiś sposób? Wiedzieli w ogóle o twoim występie?

Jak zobaczyli mnie w reklamie programu tuż przed emisją, to się dopiero dowiedzieli.

Mama Uli: Po pierwszym odcinku zobaczyło parę osób, ale nie dowierzali, przyszli do szkoły i pytali, bo twarz kojarzyli. Większość była ciekawa, co będzie w następnym odcinku, ale Ula nic nie mówiła, jesteśmy związani umową.

Co robisz tak prywatnie, czym się interesujesz? Wiemy, że Twój tata jest zapalonym wędkarzem i że Ty również brałaś udział w zawodach wędkarskich. Czy to Twoja druga pasja po gotowaniu?

No, nie do końca. Kiedyś, jak miałam czas w wakacje to byłam na zawodach i chodziłam na zajęcia do szkółki wędkarskiej. Ale nie jest to moja pasja.

Mama Uli: Podziwiam, bo robaki potrafiła nałożyć…

A masz jakieś inne zainteresowania poza kuchnią?

Chciałabym zostać aktorką. To są dwa moje wielkie marzenia: zostać restauratorką albo aktorką.

Czy masz jakiś ulubiony telewizyjny program kulinarny, który chciałabyś nam polecić?

Mam kilka. Lubię oglądać Master Chef’a, tego zwykłego, dorosłego. Lubię oglądać np. jeszcze Hell’s Kitchen, no i Top Chef.

A myślałaś kiedyś, że mogłabyś pogodzić te dwie pasje –  aktorstwo z zamiłowaniami kulinarnymi – poprowadzić kiedyś sama własny program kulinarny?

U.C.: Świetnie by było! Ale jeszcze się zastanawiam.

Pozwolisz nam opublikować Twój przepis na „Muffinkę z sosem jeżynowym”?

Tak, oczywiście. Na planie Masterchefa ten deser nazwałam LEŚNĄ KRAINĄ :)  Przepis >TUTAJ<

ula3

Ula, dziękuję Ci bardzo za tę rozmowę, smolczanie mogą być z Ciebie dumni. Życzę Ci, by Twoja pasja była dla Ciebie źródłem przyjemności, niech sprawia Ci radość. Gratuluję odwagi w dążeniu do celu i mam nadzieję, że jeszcze o Tobie usłyszymy. Może masz ochotę na koniec kogoś pozdrowić?

Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam siostrę Ewę, rodzinę i klasę Vc ze Szkoły Podstawowej nr 27 we Wrocławiu i całą szkołę!

2 komentarze

  1. Nie cierpię tarkowanej mizerii. Ogórek powinno się kroić w plasterki. Juror się nie zna!

    Gratulacje Ulu. Wszystkiego dobrego.

  2. Gratuluję Ula, rozwijaj te pasje, z przyjemnością skosztuję mufinki w Twoim wydaniu:)

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *